| Szlakiem Młota i Łupaszki - uzupełnienie |
|
|
|
| Autor: Marian Pietrzak | |||||||
| 27.09.2007. | |||||||
Strona 1 z 5 CZĘŚĆ XIIIPublikujemy dalszy ciąg historii z lat 1945 - 1949, dotyczącej słynnego partyzanta walczącego na naszych ziemiach, Władysława Łukasiuka. W dwóch ostatnich odcinkach opisywaliśmy sytuację oddziału "Młota" w latach 1947-1948. Wówczas oddział ten zmalał do 12 - 15 osób. Utworzono przeciwko niemu specjalną grupę operacyjną KBW, celem rozbicia oddziału. W maju 1948 r. oddział "Młota" został otoczony w lesie pod Ogrodnikami (między Drohiczynem a Siemiatyczami). Podczas walk dwóch partyzantów zginęło, "Młot" i pozostali wymknęli się z obławy. Zatrzymali się w okolicy Sarnak. Obozowali w kompleksie leśnym. Ktoś jednak doniósł grupie operacyjnej KBW, iż w lesie znajdują się partyzanci. Wojsko otoczyło las i postanowiło partyzantów wziąć żywcem. Okrążenie trwało dwie doby. Lecz jeszcze tym razem "Młotowi" dopisało szczęście. Uciekł on z zastawionej pułapki. Po tej zasadzce "Młot" przeprawił się na druga stronę Bugu i udał się w kierunku Brańska. W tych okolicach przebywał do czerwca 1949 r. 26 czerwca w przeddzień swoich imienin "Młot" wydał rozkaz jednemu ze swoich ludzi, Dybowskiemu, wykonania wyroku śmierci na jednym z nadgorliwych milicjantów, który prześladował byłych członków AK i sympatyków podziemia. Partyzant jednak nie wykonał rozkazu "Młota". Za niewykonanie rozkazu "Młot" osobiście zastrzelił Dybowskiego. Brat Dybowskiego, Czesław, który był świadkiem całego zajścia, wyjął broń i zastrzelił "Młota", mszcząc się w ten sposób za śmierć brata. (Tak brzmiała relacja Czesława Dybowskiego o śmierci "Młota", złożona w kilka dni później w Urzędzie Bezpieczeństwa w Białymstoku). W ostatnim odcinku autor opisał także działalność innych partyzantów, działających wówczas na naszym terenie. Jednym z nich był Kazimierz Wyrozębski, ps. "Sokolik", pochodzący ze wsi Niemirki w gminie Jabłonna Lacka. Był on żołnierzem AK, następnie WiN. Po rozwiązaniu oddziału we wrześniu 1945 r., utworzył on dziesięcioosobowy oddział partyzancki i stanął na jego czele. Od września 1945 r. do 1948 r. przeprowadził ponad trzydzieści akcji. Rozbił w powiecie około trzynaście posterunków milicji, w tym dwukrotnie w Jabłonnie. ósmego lipca 1948 r. został postrzelony w Chądzynie przez milicjantów. Chcąc uniknąć tortur i przesłuchań, gdy dostanie się w ręce UB, strzelił sobie w głowę z pistoletu. Jego ciało, w celu rozpoznania, przewieziono najpierw do Sterdyni, następnie do Sokołowa. Pochowano go na cmentarzu przy ul. Bartoszowej. Po śmierci "Sokolika", z kilkoma partyzantami pozostał jedynie pochodzący z Wyroząb Józef Małczuk, ps. "Brzask". Z ośmioma ludźmi przetrwał on do 7 kwietnia 1950 r. W tym dniu znajdował się ze swoim oddziałem w lesie, między Jabłonną a Toczyskami. Podczas okrążenia został zastrzelony przez wojsko. Dalsza historia: Wśród tych, którym udało się wyjść z tej obławy, 7 kwietnia 1950 r., w lesie pod Toczyskami, byli: Arkadiusz Czapski, Józef Oksiuta, Władysław Strzałkowski i Eugeniusz Wejdel. Przetrwali oni jeszcze kilka miesięcy na terenie powiatu sokołowskiego. Schronienia udzielali im byli partyzanci i ich sympatycy. Jednym z nich był Marian Borychowski, mieszkaniec Borychowa, w gminie Repki. Współpraca pomiędzy partyzantami a Borychowskim trwała dość długo. Nie uszło to uwadze ormowców z Repek. Powiadomili oni niezwłocznie posterunek milicji w Repkach, a ci zawiadomili Urząd Bezpieczeństwa w Sokołowie. Sokołowskie UB powiadomiło Ministerstwo Urzędu Bezpieczeństwa, które współdziałając z sokołowskim UB, przygotowało specjalną akcję schwytania partyzantów. W tym celu, 30 września 1950 r. przyjechało do Repek kilkadziesiąt samochodów pełnych wojska (KBW) w sile dwóch kompanii - około 150 ludzi. Wspólnie z ubowcami z Sokołowa, na drodze z Repek do Borychowa rozwinęli olbrzymią tyralierę, okrążając Borychów. Zauważyli to czterej partyzanci przebywający w zabudowaniach Borychowskiego. Chwycili za automaty i ostrzeliwując się, uciekali przez pole w kierunku szkoposkiego lasu. Nie mieli jednak żadnych szans. Pola były "gołe", nie było już na nich zboża. Byli widoczni jak na dłoni. Żołnierze KBW i ubowcy skierowali na nich gwałtowny ogień z karabinów. Wszyscy partyzanci padli zabici seriami z erkaemów i automatów. Jeden z nich, ranny, sam dobił się z pistoletu. W kilkanaście minut później aresztowano Mariana Brychowskiego. Poddano go okrutnym torturom, a w 1951 r. zamęczono. Tak zakończył się zbrojny ruch oporu w powiecie sokołowskim. Pięćdziesiąt pięć lat później, w 2005 r. w Borychowie odbyła się wielka uroczystość. Czterem poległym partyzantom i Marianowi Borychowskiemu postawiono obelisk z napisem: 7 maja 2006 r. w Jabłonnie Lackiej odsłonięto podobny obelisk poświęcony "Brzaskowi". Marian Pietrzak |
|||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



